• narzędzia

Maria Peszek

Adam Dobrzyński: "Maria Awaria" to druga odsłona Marii Peszek w wersji audio. W którym miejscu możemy się spodziewać awarii?

Maria Peszek: Awaria to opis stanu ducha, stanu osobowości. Chodzi o rodzaj defektu "przystawalności" do ram konwencji, czyli jak ja to mówię: kagańców tego wszystkiego, co nam nakazuje kultura od samego początku istnienia człowieka. Z dumą więc ogłaszam swoją awaryjność, swój defekt, który sprawia, że jestem inna i nie godzę się na życie w zgodzie z większością narzucanych trendów i wymogów kulturowych. "Maria Awaria" to też mój pseudonim artystyczny przybrany na potrzeby tego projektu. Rodzaj, powiedzmy, indiańskiego imienia wojownika, który wyrusza na bitwę i maluje sobie na twarzy barwy wojenne.

A.D.: Do pracy nad albumem zaprosiłaś Andrzeja Smolika. Co wniósł do tego materiału?

M.P.:
Wszystko. Całą swoją złożoność, otwartość, poczucie humoru i wiedzę, której ja nie posiadam w wystarczającym stopniu. Andrzej jest totalnym profesjonalistą, który zna się na tym co robi i który bardzo mi pomógł. Wszystkie utwory, które znajdziemy na "Marii Awarii", brały się z improwizacji - co dla mnie jako artysty jest najcudowniejszą sprawą w robieniu sztuki. Gdyby nie było Andrzeja, ta płyta brzmiałaby zupełnie inaczej.

A.D.: Twoja pierwsza płyta była jednocześnie ścieżką dźwiękową do spektaklu, w którym grałaś. Teraz wydaniu płyty towarzyszy twój debiut książkowy. Czego możemy się po nim spodziewać?

M.P.: Czytając książkę, można się bardzo dużo dowiedzieć o tym, co mam w głowie, co mi się śni, do jakich wyrazów mam słabość, jakie frazy, czyli dźwięki, za mną chodzą. Ale można tam też znaleźć większe formy i bardzo szczególne zdjęcia.

A.D.: Swoją książkę nazywasz "Bezwstydnikiem". Co w niej jest bezwstydnego?


M.P.: "Bezwstydnik" jest rodzajem dziennika, dość intymnego. To, co nazywasz bezwstydnym, w moim odczuciu jest zwyczajne, a na nowo odczytane. To rodzaj mojej refleksji nad porządkiem, w który uwierzyliśmy. Ta bezwstydność to po części próba zmierzenia się z otwartością, jaka towarzyszy ludziom w najbardziej intymnych sytuacjach. Tylko tyle.
Otwartością, której nie ma w użytku w przypadku popkultury, np. w piosenkach. Ostrzegam, że napotkacie w niej moje specyficzne poczucie humoru. Myślę, że kto zna "Miasto Manię", polubi też "Bezwstydnik".

A.D.: O swoim stylu mówisz
"wulgaryzm magiczny". Co to właściwie znaczy?

M.P.:
To był kierunek, który towarzyszył "Miasto Manii" (pierwsza płyta Marii Peszek – przyp. A.D.). Teraz wulgaryzm magiczny przeszedł w hedonizm mistyczny, czyli w traktowanie związanych z cielesnością  spraw w bardzo duchowy sposób. Oczywiście to jest mój pomysł na żartobliwe określenie tego, co robię.

A.D.: Po wydaniu poprzedniego krążka mocno koncertowałaś. Masz na koncie ponad sto dwadzieścia koncertów w Polsce i za granicą, występy na najważniejszych festiwalach muzycznych. Nie zmęczyło cię to? A może dopiero się rozkręcasz?


M.P.: Absolutnie nie, szczególnie, że przez ostatnie pół roku zawiesiliśmy koncerty, bo skupiałam się nad płytą. Teraz trwa promocja, a to wyklucza życie koncertowe, które bardzo lubię. Są jedną z moich ukochanych form wyrazu, na którą z coraz większą niecierpliwością się szykuję.


nazwa:

mail:

komentarz:

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Polskie Radio S.A. nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze zawierające wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.), będą usuwane.
  • Sutra – Sistars
  • Samo nic – Banach Piotr Indios Bravos
  • Tylko tu i teraz – Sadowska Maria
  • Po prostu wyjedź w Bieszczady – Młynarski Wojciech
  • The Tide Is High – Blondie
więcej
-->

Polskie Radio SA: reklama| archiwum| studia muzyczne| Chór PR w Krakowie|

Polska Orkiestra Radiowa| Orkiestra Kameralna PR AMADEUS| Redakcja Katolicka| Radiowe Centrum Kultury Ludowej| Radiowa Agencja Nagrań i Koncertów| Studio Reportażu i Dokumentu|

zamówienia publiczne|

RSS Podcast Kontakt Forum

Copyright © Nowe Media, Polskie Radio S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone