Czym jest śmiech? Poszukując odpowiedzi na to niewątpliwie wcale niełatwe pytanie, w pamięci od razu pojawiają się obrazy śmiechu. Są to najczęściej wspomnienia pewnych przeżytych sytuacji: przede wszystkim twarze śmiejących się ludzi. A co z wizerunkami śmiechu w sztuce? Czy w średniowiecznym malarstwie można wyróżnić śmiech? A jak był przedstawiany? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania.
Śmiech jako grymas
Średniowieczny śmiech wydaje się mieć niewiele wspólnego ze współczesnym wyobrażeniem. Rzadko bowiem przypomina obrazy śmiechu, które nam są znajome. Średniowieczny śmiech to raczej grymas twarzy. Specyficzny i niejednoznaczny. Ambiwalentny. Niepokoi i wywołuje przerażenie, czasem nie sposób skojarzyć go z radością. Na przykład obraz Hieronima Boscha, Chrystus niosący krzyż. Twarze przedstawionych mężczyzn przepełnione są przede wszystkim szyderstwem. Jest to śmiech okrutny: gniewny, drwiący, ironiczny. Podobny grymas charakteryzował średniowieczną postać diabła. Ciekawe jednak, że w kulturze ludowych świąt, a później karnawału diabeł często nie tyle straszy, co bywa ośmieszany, przypomina „pokraczne straszydła”. To właśnie ten wizerunek oddaje pełnię ambiwalencji średniowiecznego śmiechu. To, co straszne i napełniające lękiem w oficjalnej kulturze, w kulturze karnawału – było wyśmiewane, stawało się wesołe.
Pokonywanie lęku
Michaił Bachtin pisze, że „nie ma zakazów i ograniczeń stworzonych przez śmiech.” (Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa Średniowiecza i Renesansu, 1975).
A średniowieczny śmiech zakładał przezwyciężenie strachu. To właśnie w śmiechu człowiek odczuwał zwycięstwo nad strachem: mistycznym, moralnym, wobec władzy czy sił przyrody. Poczucie zwycięstwa nad strachem odnaleźć można we właściwościach związanych ze śmiechem wyobrażeń średniowiecznych. Według Bachtina: „Ów pokonany strach istnieje w nich zawsze w postaci czegoś pokracznego, w formie opacznych symbolów władzy i przemocy, w komicznych obrazach śmierci, w zabawnych rozszarpywaniach. Wszystko co było groźne, staje się śmieszne.” Dzieje się tak z ważnego powodu - śmiech stanowi formę ochronną. Ten triumf śmiechu następował podczas ludowych świąt. Oswobadzał wówczas i ciało, i język. To, co w kulturze oficjalnej łączyło się z powagą, teraz było wyśmiewane, degradowane do żartu. Parodia była bezkarna, byle zachowywała wesoły, błazeński ton. Gdzie można było zobaczyć i usłyszeć ten śmiech?
Atmosferą swobody przeniknięty był przede wszystkim plac jarmarczny, poważny ton zrzucano również za stołem biesiadnym i na placu odpustowym. Tam pojawiały się treści wyparte z języka oficjalnego. Śmiech dawał bowiem prawo do innego języka – swobodnego i familiarnego. Oryginalny i bogaty w symbole język familiarno-jarmarczny wyróżniał się dużą ilością zwrotów obelżywych. Przekleństwa, nieprzyzwoitości czy klątwy były dozwolonymi formami mowy, to na nich opierała się więź obowiązująca podczas ludowych świąt. Znamienne dla tego języka było bezpośrednie przechodzenie od pochwał do obelg.
Ludowe święta
To wszystko uwydatnia, że śmiech przynależy do sfery profanum. Bachtin pisze: „Święto było jak gdyby chwilowym powstrzymaniem funkcjonowania oficjalnego systemu, wraz ze wszystkimi jego zakazami i barierami hierarchicznymi. Na krótki okres życie wychodziło ze zwykłych prawomocnych i uświęconych kolei i wstępowało w sferę utopijnej wolności.” Obowiązkowymi momentami kolorowej radości świątecznej były przebrania oraz przemieszczenia hierarchiczne. Taki charakter miały m.in. średniowieczne święta głupców (festum stultorum) oraz święta osła (festum asinarium). Stanowiły one groteskowe degradacje różnych obrzędów i symboli kościelnych.
W pierwszy dzień nowego roku we francuskich kościołach obchodzono święto, w którym uczestniczyli klerycy, dzieci i diakoni. Wybierano wówczas biskupa dzieci, który przebrany w papieski płaszcz składał oficjalną wizytę w pałacu arcybiskupa. Pod koniec XII wieku zwyczaj ten przybrał formę festum stultorum, czyli święta głupców. Carl Jung podaje, że w raporcie z 1198 r. znalazła się notatka, według której podczas święta obchodzonego na początku nowego roku w katedrze Notre-Dame zostało popełnionych tyle nikczemnych i wstydliwych czynów, że święte miejsce zostało zbezczeszczone nie tylko przez sprośne żarty, ale przez przelanie krwi. (Four Archetypes. Mother, rebirth, spirit, trickster. 1986) Innym popularnym świętem było święto osła (festum asinarium), również obchodzone w średniowiecznej Francji (święto osła traktowano jako błazeńskie wspomnienie ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu). Głównym bohaterem był osioł, a procesja z jego udziałem przechodziła przez kościół. Po zakończeniu każdej części mszy kongregacja wiernych wydawała z siebie odgłosy przypominające ryki osła. Późniejsze formy tych świąt stały się jednym z wariantów karnawału.
To właśnie podczas karnawału – jak utrzymuje Bachtin - pierwiastek śmiechu uwalnia świąteczne obrzędy od religijno-kościelnych dogmatów i zakazów, pozbawiając je w ten sposób nabożności. Jednak, choć bywa parodią kultu kościelnego, karnawał spokrewniony jest przede wszystkim z formami artystycznymi. Łączy się z zabawą, a ta – zgodnie z tym, co pisze Johan Huizinga - jest starsza od kultury.
Aneta Ostaszewska